Zapłodnienie in vitro
2009-04-11 08:30:54
Kiedy miałam problemy z zajściem w ciąże, lekarz poradził mi, abym ze spokojem wypytała moją mamę, czy kiedyś w rodzinie zdarzały się takie przypadki. Nie chciał od razu faszerować mnie lekami, czy proponować in vitro, bez przeprowadzenia wywiadu. Postanowiłam zapytać mamę wprost. Jeśli ktoś kiedyś zdecydował się u nas na leczenie bezpłodności, może okazać się, że jestem genetycznie niezdolna do zajścia w ciążę. A w takim wypadku trzeba zastosować inne metody na leczenie niepłodności. Aby skutecznie doprowadzić mnie do samego końca, musiałam wybadać sytuację. Umówiłam się z mamą na obiad. Nie miałyśmy ze sobą dobrego kontaktu i już od wielu lat nie rozmawiałyśmy szczerze. A teraz miałam jeszcze wypytywać o tak prywatne rzeczy. Złożyłyśmy zamówienie i przystąpiłam do ataku. Zapytałam, czy ona, babcia, albo siostry mamy, skierowane były kiedykolwiek na leczenie bezpłodności. Czy miały problemy z urodzeniem dziecka. Powiedziałam naturalnie, że staramy się o dziecko, i może będzie mi potrzebne in vitro, ale najpierw chcę zbadać moją rodzinę pod tym kontem, czy ktoś kiedyś zdecydował się na leczenie niepłodności. Mama zagryzła wargi i widziałam, że łzy stanęły jej w oczach. Powiedziała mi wtedy coś, co zmieniło moje życie na zawsze. Mama miała problemy z płodnością. W jej czasach ciężko było o in vitro czy inne metody. Leczenie niepłodności było praktycznie niemożliwe, i jeśli ktoś nie mógł mieć dzieci to decydował się na adopcję. Spojrzała na mnie takim wzrokiem, że w pół minuty zrozumiałam, co ma na myśli. Nie byłam jej dzieckiem! Mama nie mogła mieć dzieci. Leczenie bezpłodności w jej przypadku nic nie dało, i żeby mieć dziecko, to musieli z ojcem jakieś adoptować. To byłam ja. Nie mogłam w to uwierzyć. Niby nigdy nie mogłyśmy się dogadać, ale żeby aż tak, że jestem adoptowana. Obiadu nie mogłyśmy zjeść. Wybiegłam z restauracji cała zapłakana. Moje życie było ułudą, nic nie było w nim prawdziwe.
Pozostaw swój komentarz